Kontynuując rybi temat, przyszedł też czas na drugie danie do makaronu z małżami, który prezentowałam Wam w ostatnim poście. Tym razem zdecydowałam się na rybę o wdzięcznej włoskiej nazwie spigola (po polsku labraks). Wyśmienicie smakuje przygotowana też w identyczny sposób dorada, o nieco delikatniejszej konsystencji, ale zawsze tak samo rewelacyjnym jak dla mnie aromacie. Tak więc jeśli nie możecie znaleźć jednej, polecam użyć zastępcy :-)
Według mnie dobra świeża ryba nie wymaga w zasadzie żadnego przygotowania. Sama w sobie jest już dziełem Najwyższego. Uwielbiam delektować się najprostszym smakiem morza na talerzu, tak więc prawie nigdy nie przesadzam zbytnio z dodatkami. Świeże pieczywo i kieliszek białego wytrawnego wina wystarczą, aby lunch czy kolacja były na najwyższym smakowym poziomie.